W Krakowie i okolicach

Ks. Prałat Zdzisław Peszkowski (1918 – 2007). Biogram

Posted by jw w dniu Wrzesień 16, 2010

Jutro w Krakowie w Parku Jordana ( od godz. 14.50)

Uroczystość poświęcona pamięci ks. Zdzisława Peszkowskiego

i ofiar agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 r.


Ks. Prałat Zdzisław Peszkowski (1918 – 2007). Biogram


Zdzisław Peszkowski urodził się w Sanoku dnia 23 sierpnia 1918 r. w rodzinie szlacheckiej Peszkowskich herbu Jastrzębiec. Ojciec Zygmunt, matka Maria z Kudelskich, miał dwóch młodszych braci: Wiesława i Bolesława. W Sanoku spędził dzieciństwo i młodość, uczęszczał do szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum, które ukończył zdaniem egzaminów maturalnych w 1938 r. W tym czasie zaangażował się w pracę w Związku Harcerstwa Polskiego, był m. in. drużynowym II Drużyny Harcerzy hufca sanockiego i organizatorem ruchu zuchowego. Przynależność do ZHP podkreślał przez całe życie, nosząc już jako żołnierz i kapłan krzyż harcerski. Należał do „Sodalicji Mariańskiej”, przyrzeczenie wstępne złożył przed otoczonym czcią obrazem Matki Bożej w Sanockiej Farze.

Po maturze odbył roczną służbę wojskową w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. W kampanii wrześniowej 1939 r. służył w 20 Pułku Ułanów. Po agresji ZSRR na Polskę 17 września, pułk znalazł się w strefie działań armii sowieckiej i prawie w całości dostał się do niewoli. Jeńców, wśród których był podchorąży Peszkowski, zgromadzono w Pomorzanach, a następnie etapami przewieziono do obozu NKWD w Kozielsku. W kwietniu 1940 r. rozpoczęły się wywózki jeńców z Kozielska. Żaden z Polaków nie wiedział wówczas, że oficerowie wywożeni są do Katynia i tam mordowani. Transport więźniów Kozielska z dnia 12 maja 1940 r. nie trafił do Katynia, lecz do obozu w Pawliszczew – Borze, a następnie w Griazowcu. W tej grupie więźniów znalazł się Zdzisław Peszkowski.

W Griazowcu Peszkowski doczekał wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej 22 czerwca 1941 r., a po zawarciu 31 lipca t. r. układu Sikorski – Majski i tzw. „amnestii” dla więzionych w Sowietach Polaków zasilił szeregi dowodzonej przez gen. Władysława Andersa Armii Polskiej w ZSRR.

9 września 1941 r. Zdzisław Peszkowski dotarł do Tockoje, gdzie otrzymał przydział do odtwarzanego 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Zgodnie z rozkazem zaangażował się w pracę oświatową służącą odtworzeniu ułańskich tradycji pułkowych, a także działalność kręgu starszoharcerskiego „Podkówka”.

Po ewakuacji w 1942 r. wraz z wojskiem i tysiącami cywili z ZSSR do Persji (Iranu), ułan Zdzisław Peszkowski stał się żołnierzem Armii Polskiej na Wschodzie, znanej następnie jako II Korpus Polski. Z armią Andersa przeszedł szlakiem przez Środkowy i Bliski Wschód, na pancerniaka szkolił się w Palestynie, Egipcie i Iraku. Awansowany do stopnia porucznika a następnie rotmistrza dowodził kompanią w 1 Pułku Ułanów Krechowieckich, jednostką już zmechanizowaną. W kampanii włoskiej nie wziął udziału.

W 1943 r., przed przerzuceniem II Korpusu na Półwysep Apeniński, rozkazem dowództwa został skierowany do pracy z młodzieżą. Doświadczenie harcerskie wykorzystał organizując kształcenie i wychowanie młodzieży polskiej, którą razem z wojskiem udało się wyprowadzić z nieludzkiej ziemi. Jako harcmistrz ZHP organizował dla niej szkoły i drużyny harcerskie. Działał najpierw w Iranie (Teheran) i Palestynie, a następnie w Afryce Wschodniej (Tanganika, dziś Tanzania) oraz w Indiach.

W 1947 r., żegnając wracającą do Kraju młodzież, prosił wychowanków o zachowanie wierności harcerskim ideałom w najtrudniejszych nawet okolicznościach. Zdemobilizowany Peszkowski, jak wielu zagrożonych represjami weteranów PSZ na Zachodzie, pozostał na emigracji. Początkowo zamieszkał w Anglii, gdzie podjął studia na Oksfordzie.

W 1950 r. wstąpił do Polskiego Seminarium Duchownego im. Św. Cyryla i Metodego w Orchard Lake, związanego z Uniwersytetem Winsconsin w Detroit w stanie Michigan (USA), gdzie uzyskał stopień magistra teologii.

5 czerwca 1954 roku, w 36 roku życia, przyjął święcenia kapłańskie w katedrze w Detroit z rąk ks. kardynała Edwarda Mooney’a i rozpoczął pracę naukowo – dydaktyczną w fakultecie Polonijnych Zakładów Naukowych w Orchard Lake; własne studia kontynuował na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie w Londynie i w Stanach Zjednoczonych.

Od końca 1954 r. do wiosny 1956 r. ksiądz Zdzisław Peszkowski był ofiarą wymierzonych przeciwko niemu tajnych działań komunistycznego aparatu bezpieczeństwa, prowadzonych przez Wydział IV Departamentu III, zmieniającego nazwy stalinowskiego ministerium opresji: MBP — KdsBP — MSW. Młody ksiądz znalazł się w zainteresowaniu aparatu bezpieczeństwa głównie jako „były komendant polskiego harcerstwa w Indiach”. Represje i prowokacje, bazujące m. in. na wiedzy służb specjalnych o pomocy udzielanej przez księdza Peszkowskiego rodakom w Kraju i dotykające najbliższe mu osoby: matkę Marię, brata Bolesława, wychowanków, stanowią ilustrację perfidii działań komunistycznej bezpieki. W kwietniu 1956 r., w zmieniającej się sytuacji politycznej, funkcjonariusze Departamentu III KdsBP, zamknęli sprawę Zdzisława Peszkowskiego, motywując to nie dopatrzeniem się w jego działalności prób organizowania młodzieżowego ruchu antykomunistycznego. Dalsze zainteresowanie peerelowskich służb specjalnych księdzem było związane z jego przyjazdami do Polski i koncentrowało się na kwestiach wizowych, ale Zdzisław Peszkowski niezmiennie pozostawał dla SB wrogiem komunizmu.

Ojczyznę po wojennej epopei i latach wychodźstwa ksiądz Zdzisław Peszkowski zobaczył dopiero po Październiku 1956 r. Wówczas po blisko dwudziestu latach od rozstania spotykał się z matką i jako gość zza oceanu odprawił mszę prymicyjną w rodzinnym Sanoku. W 1959 r. Zdzisława Peszkowski otrzymał obywatelstwo USA.

W okresie istnienia PRL Zdzisław Peszkowski przyjeżdżał jeszcze wielokrotnie do Kraju, jako przewodnik wycieczek polonijnej młodzieży i w celu odwiedzenia rodziny. Przez szereg lat przekazywał pomoc od amerykańskiej Polonii dla Kościoła w komunistycznej Polsce, osobiście kontaktował się z Kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Szczególną uwagę władz wzbudzały organizowane przez księdza — po 1956 roku przez ćwierćwiecze — objazdowe pielgrzymki z Orchard Lake do Polski, w trakcie których zwiedzano m. in. Kraków, Warszawę, Gdańsk czy Zakopane. Patriotyczny charakter tych wypraw — a ksiądz korzystając z pobytów w Europie organizował również wyjazdy na Monte Cassino — niepokoił aparat bezpieczeństwa, który roztaczał nadzór na pielgrzymami i księdzem, kontrolując go jawnie na milicji i w sposób skryty inwigilując. Wierny prawdzie harcerz i kapłan nie krył w rozmowach prywatnych negatywnego stosunku do komunizmu, co odnotowywali podsłuchujący go agenci.

W 1968 r. MSW postanowiło zablokować przyjazdy księdza do Polski, ale obawa władz przed kompromitacją niedojściem do skutku popularnej wśród amerykańskiej Polonii pielgrzymki wzięła górę i wizy dalej niewygodnemu duchownemu wydawano. Dwa lata później przyjechał do Polski na pogrzeb matki.

W 1970 roku otrzymał godność prałata domowego Ojca Świętego.

W kolejnych latach w PRL wnioski wizowe księdza nadal traktowano podejrzliwie, korespondując na ich temat w MSW, jak w 1978 r., kiedy na pytanie Biura Paszportów MSW, Departament I MSW, czyli wywiad PRL, odpowiedział, iż Peszkowski nigdy nie figurował w jego kartotece. Szykany związane ze staraniami o przyjazd do ojczyzny, odnotowane są w Aktach osobowych cudzoziemca, stanowiących dowód miałkości systemu komunistycznego, który jednak nie był w stanie przeszkodzić księdzu w wypełnieniu misji patriotycznego wychowania pokoleń Polaków.

W 1988 r. ksiądz Prałat Zdzisław Jastrzębiec–Peszkowski po raz pierwszy stanął w Katyniu nad ciałami pomordowanych współtowarzyszy niewoli z Kozielska.

Od powrotu na stałe do Ojczyzny w 1990 r., jako kapelan Rodzin Katyńskich i Pomordowanych na Wschodzie prowadził intensywne działania na rzecz upamiętnienia zbrodni katyńskiej i zintegrowania wokół tej sprawy środowisk w kraju i poza jego granicami. Walczył o prawdę, pamięć i sprawiedliwe osądzenie zbrodni dokonanych na Wschodzie. Podczas podróży do Rosji domagał się informacji o zbrodni, rzetelnego śledztwa i zarazem czynił znaki wybaczenia i pojednania. Jego przesłanie w sprawie katyńskiej, tkwiące w doświadczeniu indywidualnym, świadomości historycznej i refleksji ekumenicznej, zawsze dopełniał jego osobisty akt wybaczenia i wezwanie do pojednania.

Ks. Prałat Zdzisław Jastrzębiec — Peszkowski był autorem wspomnień: „Z grodu nad krętym Sanem ruszył w szeroki świat”, „Wspomnienia jeńca z Kozielska”; książek: „Pamięć Golgoty Wschodu”, „Ojcze Święty – powiedziałeś nam…”; „…i ujrzałem doły śmierci. Charków. Miednoje. Katyń” oraz kilkuset innych opracowań, rozpraw, broszur i artykułów poświęconych teologii, filozofii, historii Polski, literaturze, sprawom moralnym i narodowym.

Uhonorowany odznaczeniami i tytułami, m. in. medalem Komisji Edukacji Narodowej i pośmiertnie Złotym Medalem Zasługi dla Policji. Był obywatelem honorowym miast: Grudziądza, Krakowa, Warszawy, Wrocławia, Białegostoku, Piotrkowa Trybunalskiego, Piastowa, Połczyna Zdroju i rodzinnego Sanoka; także Honorowym Obywatelem Województwa Opolskiego. Doktor honoris causa Papieskiego Wydziału Teologicznego Bobolanum w Warszawie oraz Polskiego Uniwersytetu na Obczyźnie w Londynie.

W styczniu 2006 r. Sejm RP przez aklamację poparł jego kandydaturę do pokojowej Nagrody Nobla.

Zmarł w Aninie 8 października 2007 r.; 16 października został pochowany w krypcie Świątyni Opatrzności Bożej na warszawskim Wilanowie.

Witold Wasilewski

/BEP IPN/

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Ks. Prałat Zdzisław Peszkowski (1918 – 2007). Biogram”

  1. nfajw said

    71. rocznica agresji sowieckiej na Polskę
    http://www.naukawpolsce.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_naukapl.pap.pl&_PageID=1&s=szablon.depesza&dz=stronaGlowna&dep=375814&data=&lang=PL&_CheckSum=1364899369

    17 września 1939 r., łamiąc obowiązujący polsko-sowiecki pakt o nieagresji, Armia Czerwona wkroczyła na teren Rzeczypospolitej Polskiej, realizując tym samym ustalenia zawarte w tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow. Konsekwencją sojuszu dwóch zbrodniczych totalitaryzmów był rozbiór osamotnionej w walce Polski.

    Sowiecka napaść na Polskę, która nastąpiła 71 lat temu, była realizacją układu podpisanego w Moskwie 23 sierpnia 1939 r. przez ministra spraw zagranicznych III Rzeszy Joachima von Ribbentropa oraz ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRS Wiaczesława Mołotowa, pełniącego jednocześnie funkcję przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych (premiera).
    Integralną częścią zawartego wówczas sowiecko-niemieckiego paktu o nieagresji, był tajny protokół dodatkowy. Jego drugi punkt, dotyczący bezpośrednio Polski, brzmiał następująco: „W wypadku terytorialnych i politycznych przekształceń na terenach należących do Państwa Polskiego granica stref interesów Niemiec i ZSRS przebiegać będzie w przybliżeniu po linii rzek Narwi, Wisły i Sanu. Kwestia, czy w obopólnym interesie będzie pożądane utrzymanie niezależnego Państwa Polskiego i jakie będą granice tego państwa, będzie mogła być ostatecznie wyjaśniona tylko w toku dalszych wydarzeń politycznych. W każdym razie oba rządy rozstrzygną tę kwestię na drodze przyjaznego porozumienia”.

    Informacja na temat wspomnianego tajnego protokołu nie dotarła do Polski, pomimo tego, iż przywódcy alianccy dysponowali wiedzą na jego temat. Oceniając sojusz dwóch totalitarnych mocarstw prof. Andrzej Garlicki pisał: „Pakt Ribbentrop-Mołotow nazywa się często IV rozbiorem Polski. Ta nazwa dobrze oddaje jego istotę. Dwa sąsiadujące z Polską państwa zawarły porozumienie dotyczące podziału jej terytorium pomiędzy siebie. Po kilku tygodniach porozumienie to zostało zrealizowane. Pakt Ribbentrop-Mołotow przyniósł Hitlerowi pozornie mniejsze korzyści niż Stalinowi: terytorium polskie na zachód od linii Wisły oraz uznanie Litwy za niemiecką strefę wpływów. Ale Hitler otrzymywał równocześnie – i to było bezcenne – gwarancje neutralności Moskwy w jego konflikcie z Zachodem. Groźba wojny na dwa fronty, przynajmniej w najbliższym czasie, przestawała istnieć dla Niemiec. Obaj partnerzy podpisujący pakt na Kremlu traktowali go jako rozwiązanie doraźne. Obaj mieli cele o wiele bardziej ambitne niż rozbiór Polski czy podporządkowanie republik nadbałtyckich. Były to cele sprzeczne, dlatego wojna pomiędzy III Rzeszą i Związkiem Radzieckim była nieunikniona”. (A. Garlicki „Historia 1815-1939. Polska i świat”).

    Po zaatakowaniu Polski przez wojska niemieckie 1 września 1939 r. strona sowiecka utrzymywała przez następne dni pozory neutralności. Minister Józef Beck wspominał: „Zachowanie ambasadora sowieckiego nie pozostawiało nic do życzenia, zdradzał on nawet chęć rozmów co do możliwości dowozu pewnych towarów przez ZSRR. Poleciłem ambasadorowi Grzybowskiemu sondaż u Mołotowa, jakie dostawy przez Sowiety mogłyby być brane pod uwagę, oraz oczekiwałem od niego akcji dla zapewnienia nam tranzytu od państw sprzymierzonych”. (J.Beck „Ostatni raport”) Niemcy od trzeciego dnia wojny ponaglali Moskwę, ażeby zajęła obszary uznane w pakcie Ribbentrop-Mołotow za jej strefę interesów. Stalin zwlekał z podjęciem decyzji, czekając na to, jak zachowają się wobec niemieckiej agresji na Polskę Wielka Brytania i Francja, a także przyglądając się temu, jak silny opór Niemcom stawia polskie wojsko. Jednocześnie jednak w ZSRS trwały ukryte przygotowania do wojny. 24 sierpnia 1939 r. rozpoczęto stopniową koncentrację wojsk.

    3 września komisarz obrony Klimient Woroszyłow wydał rozkaz o podwyższeniu gotowości bojowej w okręgach wojskowych, które miały wziąć bezpośredni udział w ataku na Polskę, oraz rozkaz o rozpoczęciu tajnej mobilizacji. Do działań przeciwko państwu polskiemu przeznaczono dwa fronty: Białoruski – komandarma Michaiła Kowalowa i Ukraiński komandarma Siemiona Timoszenki. W sumie liczyły one co najmniej 620 000 żołnierzy, ponad 4700 czołgów i 3300 samolotów. Po stronie polskiej granicy z ZSRS, liczącej ponad 1400 km, strzegły jedynie przerzedzone oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza.

    17 września 1939 r. o godz. 3 w nocy (według obowiązującego w Polsce czasu środkowoeuropejskiego była godzina pierwsza) do Komisariatu Spraw Zagranicznych w Moskwie wezwany został ambasador RP Wacław Grzybowski, któremu Władimir Potiomkin – zastępca Mołotowa – odczytał treść uzgodnionej wcześniej z Berlinem noty. Władze sowieckie oświadczały w niej m.in.: „Wojna polsko-niemiecka ujawniła wewnętrzne bankructwo państwa polskiego. W ciągu dziesięciu dni działań wojennych Polska utraciła wszystkie swoje ośrodki przemysłowe i centra kulturalne. Warszawa, jako stolica Polski, już nie istnieje. Rząd polski uległ rozkładowi i nie przejawia oznak życia. Oznacza to, że państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. Tym samym utraciły ważność umowy zawarte pomiędzy ZSRS a Polską”.

    Uzasadniając wkroczenie Armii Czerwonej na teren Rzeczypospolitej Polskiej stwierdzano: „Rząd sowiecki nie może pozostać obojętny na fakt, że zamieszkująca terytorium Polski pobratymcza ludność ukraińska i białoruska, pozostawiona własnemu losowi, stała się bezbronna. Wobec powyższych okoliczności Rząd Sowiecki polecił Naczelnemu Dowództwu Armii Czerwonej, aby nakazało wojskom przekroczyć granicę i wziąć pod swoją opiekę życie i mienie ludności Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi. Rząd sowiecki zamierza równocześnie podjąć wszelkie środki mające na celu wywikłanie narodu polskiego z nieszczęsnej wojny, w którą wepchnęli go nierozumni przywódcy i umożliwienie mu zażycia pokojowej egzystencji”.

    Ambasador Grzybowski zdecydowanie odmówił przyjęcia sowieckiej noty. W tym samym czasie Armia Czerwona rozpoczęła napaść na Polskę. Od godz. 3 do godz. 6 rano jej wojska przekroczyły na całej długości granicę z Polską, łamiąc tym samym polsko-sowiecki pakt o nieagresji.

    Przedstawiając plan sowieckiego ataku prof. Wojciech Materski pisał: „Rozkaz jak najszybszego uchwycenia ważnych obiektów militarnych w głębi polskiej obrony poprzez skoncentrowane uderzenia rozcinające wykonywać miały wydzielone spośród wszystkich armii tzw. grupy ruchome (uderzeniowe). Trzy grupy ruchome Frontu Białoruskiego (dzierżyńska, mińska i połocka) otrzymały zadanie opanowania Wilna (poprzez Święciany i Michaliszki), Grodna i Białegostoku (poprzez Wołkowysk). Cztery grupy ruchome Frontu Ukraińskiego (15 korpus, szepietowska, wołoczyska i kamieniecko-podolska), po uchwyceniu w ciągu pierwszych trzech dni agresji rubieży Kowel-Włodzimierz Wołyński-Sokal, miały wyjść na linię rzeki San. Za nimi postępować miały podporządkowane operacyjnie na czas kampanii dowództwu Armii Czerwonej pograniczne oddziały NKWD, likwidując według wcześniej przygotowanych list osoby uznane za elementy antysowieckie, mogące utrudnić trwałe umocnienie się na zdobytych terenach. Rozbite polskie linie obrony miały być atakowane frontalnie przez podstawowe siły obu frontów”. (W.Materski „Tarcza Europy. Stosunki polsko-sowieckie 1918-1939”)

    Łącznie siły Armii Czerwonej skierowane w trzech rzutach przeciwko Rzeczypospolitej wynosiły ok. 1,5 miliona żołnierzy, ponad 6 tys. czołgów i ok. 1800 samolotów. Cytowany powyżej prof. Materski zwracał dodatkowo uwagę na fakt, iż: „Uderzenie dwu frontów sowieckich zostało poprzedzone czterodniowymi intensywnymi działaniami grup sabotażowo-dywersyjnych, które były organizowane na polskich Kresach Wschodnich przez wywiad sowiecki, komunistów i miejscowych nacjonalistów. Działania te okazały się rozleglejsze i skuteczniejsze niż akcja V kolumny poprzedzająca agresję niemiecką”.

    Reakcję na wiadomość o sowieckiej napaści na Polskę tak wspominał szef sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz: „Nie znajduję słów, które by oddały nastrój przygnębienia, jaki zapanował. Ani Naczelny Wódz, ani nikt z nas, oficerów Sztabu, nie miał najmniejszych wątpliwości co do charakteru, w jakim Sowiety wkroczyły do Polski. Było dla nas jasne, że dostaliśmy podstępny cios w plecy, który przesądzał ostatecznie o losach kampanii i niweczył ostatnią nadzieję prowadzenia zorganizowanej walki na terenie Polski. () W pierwszym momencie spontaniczną reakcją na otrzymane wiadomości był odruch bić się z Sowietami. Po prostu trudno było pogodzić się z myślą, żeby nowy agresor bez oporu zajmował nasz kraj, żeby bezprzykładny, zdradziecki jego czyn pozostał bez zbrojnej odpowiedzi z naszej strony. Szybko jednak nastąpiła refleksja. Czym się bić? Całość wojsk zwrócona była przeciw Niemcom, związana ciężkimi walkami odwrotowymi. Granicę sowiecką dozorowały jedynie słabe oddziały KOP, za którymi znajdowały się różne luźne formacje etapowe, tyłowe, dowództwa lokalne i wyewakuowane z zachodniej części Polski itp. Walkę tymi wojskami prowadzić było niemożliwe. A zresztą w jakim celu? Wobec masowej inwazji sowieckiej, walka taka żadnego konkretnego rezultatu dać nie mogła. Chodzić mogło tylko o jeden cel – o zbrojną demonstrację, protest wobec świata przeciwko podstępnej agresji drugiego wroga. A protestem tym były strzały cofających się oddziałów KOP, skierowane przeciw czołowym oddziałom najeźdźcy. Poza to Naczelny Wódz nie chciał wychodzić, widząc niemożliwość i bezcelowość jakiejkolwiek walki z Sowietami w tych warunkach”.

    Wieczorem 17 września Naczelny Wódz wydał następujący rozkaz (dyrektywę): „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadanie Warszawy i miast, które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta, do których podejdą bolszewicy, powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”. Władze polskie wzywając do unikania walki z Armią Czerwoną nie uznały jej wkroczenia za powód do wypowiedzenia wojny i nie zerwały stosunków dyplomatycznych z Moskwą. Zaistniała sytuacja zadecydowała o tym, iż w nocy z 17 na 18 września prezydent Ignacy Mościcki wraz z rządem polskim i korpusem dyplomatycznym przekroczył granicę rumuńską, planując przedostanie się do Francji. Razem z nimi terytorium polskie opuścił Naczelny Wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz.

    Zdaniem prof. Paweł Wieczorkiewicza, rozkaz marszałka Śmigłego-Rydza wydany 17 września „wprowadził w efekcie zamęt i utrudnił, czy wręcz uniemożliwił organizację obrony Kresów Wschodnich, tam gdzie istniały po temu jakiekolwiek szanse”. (P.Wieczorkiewicz „Historia polityczna Polski 1935-1945”)

    Rozkaz ten nie dotarł jednak do wielu oddziałów, a przez część dowódców uznany został za prowokację. Do starć z Armią Czerwoną dochodziło w wielu miejscach. Na Polesiu i Wołyniu improwizowana grupa KOP dowodzona przez gen. Wilhelma Orlika-Rckemanna stoczyła z Sowietami kilkanaście potyczek i dwie bitwy: pod Szackiem 28-29 września i Wytycznem w pow. włodawskim 1 października. Na Polesiu z Armią Czerwoną walczył także: dowodzony przez ppłk Nikodema Sulika-Sarneckiego pułk KOP „Sarny”, brygada KOP „Polesie” oraz jednostki KOP „Kleck” i „Baranowicze”. Z kolei w Kodziowcach, niedaleko Grodna, w nocy z 21 na 22 września doszło do bitwy, w której 101 pułk ułanów przez kilka godzin zatrzymywał przeważające siły sowieckie, niszcząc m.in. 22 czołgi. Na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie z Sowietami walczyły oddziały KOP „Iwieniec”, „Głębokie” i „Krasne”.

    Wkraczającym oddziałom Armii Czerwonej opór stawiały również miasta, wśród których najbardziej zacięty i tragiczny bój stoczyło Grodno. Walki z Wehrmachtem i Armią Czerwoną toczyła dowodzona przez gen. Franciszka Kleeberga Samodzielna Grupa Operacyjna „Polesie”, w skład której weszli m.in. marynarze Pińskiej Flotylli Wojennej.

    W sumie w starciach z Armią Czerwoną zginęło ok. 2,5 tys. polskich żołnierzy, a ok. 20 tys. było rannych i zaginionych. Do niewoli sowieckiej dostało się ok. 200 tys. żołnierzy, w tym ponad 10 tys. oficerów. Straty sowieckie wynosiły ok. 3 tys. zabitych i 6-7 tys. rannych. Wkraczająca na ziemie Rzeczypospolitej Armia Czerwona zachowywała się równie bestialsko jak wojska niemieckie. Przykładów zbrodni popełnianych na polskich wojskowych, policjantach i cywilach jest wiele, m.in. w Grodnie po zajęciu miasta Sowieci wymordowali ponad 300 jego obrońców, na Polesiu 150 oficerów, a w okolicach Augustowa 30 policjantów.

    28 września 1939 r. podczas kolejnej wizyty Ribbentropa w Moskwie zawarty został „Traktat Sowiecko-Niemiecki o Granicy i Przyjaźni”, któremu towarzyszyły tajne protokoły dodatkowe. We wstępie do traktatu stwierdzano: „Rząd Rzeszy Niemieckiej i rząd ZSRR uznają, po upadku dotychczasowego państwa polskiego, za wyłącznie swoje zadanie przywrócenie na tym terenie pokoju i porządku oraz zapewnienie żyjącym tam narodom spokojnej egzystencji, zgodnej z ich narodowymi odrębnościami”.

    Zgodnie z propozycją Stalina przeprowadzona została korekta podziału terytorialnego ziem polskich. Granica pomiędzy ZSRS a III Rzeszą przebiegać miała odtąd wzdłuż linii rzek San-Bug-Narew-Pisa.

    Jak pisał prof. Andrzej Paczkowski: „Stalin proponując nowelizację tajnej klauzuli układu z 23 sierpnia i +oddając+ Niemcom ziemie polskie aż do linii Bugu (zamiast Wisły) – w zamian za przesunięcie do +radzieckiej strefy wpływów+ Litwy – miał niewątpliwie na celu pozbycie się terytoriów o przygniatającej przewadze ludności polskiej, a tym samym poważnego problemu politycznego”. (A.Paczkowski „Pół wieku dziejów Polski 1939-1989”)

    Przedstawiciele dwóch totalitarnych mocarstw ustalili również, iż „nie będą na swoich terenach tolerować żadnej polskiej agitacji, która przenikałaby na terytorium drugiej strony. Wszelkie próby takiej agitacji na ich terenach będą likwidowane, a obie strony będą się informowały wzajemnie o podejmowanych w tych celach środkach”. W wyniku dokonanego rozbioru Polski Związek Sowiecki zagarnął obszar o powierzchni ponad 190 tys. km kw. z ludnością liczącą ok. 13 mln. Okrojona Wileńszczyzna została przez władze sowieckie w październiku 1939 r. uroczyście przekazana Litwie. Nie na długo jednak, bowiem już w czerwcu 1940 r. Litwa razem z Łotwą i Estonią weszła w skład ZSRS. Liczba ofiar wśród obywateli polskich, którzy w latach 1939-1941 znaleźli się pod sowiecką okupacją, do dziś nie jest w pełni znana.

    Prof. A. Paczkowski odnosząc się do tej kwestii w książce „Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania” pisał: „Uważa się, że w ciągu niespełna dwóch lat władzy sowieckiej na ziemiach zabranych Polsce represjonowano w różnych formach – od rozstrzelania, poprzez więzienia, obozy i zsyłki, po pracę przymusową – ponad 1 milion osób (). Nie mniej niż 30 tysięcy osób zostało rozstrzelanych, a śmiertelność wśród łagierników i deportowanych szacuje się na 8-10 proc., czyli zmarło zapewne 90-100 tysięcy osób”. MJS

    PAP – Nauka w Polsce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d bloggers like this: